Cały ten ciężar gromadzi się w korzeniach.​​​​​​​
W roku moich urodzin, moi rodzice posadzili brzezinę.

Życie zaczyna się od płaczu, jest on pierwotnym językiem komunikacji z rodzicami. Szlochając liczymy na pomoc. Informujemy, szukamy czułości. Kiedy byłem dzieckiem, chciałem być jak mój tata. Podobno mężczyźni nigdy nie płaczą. Wychowywałem się w przekonaniu, że łzy są powodem do wstydu, dlatego ukrywałem je w cieniu swojego domu. Poprzez wypukłą soczewkę załzawionego oka próbuję znaleźć ten moment w czasie, w którym stałem się jednym z nich. Biegnąc pomiędzy latami, pełne nadziei na ulgę wspomnienia, upominają się o swój zaległy ból. Droga do spokoju prowadzi wstecz. Cały ten ciężar gromadzi się w korzeniach, dopóki nie narodzi się dziecko, które odważy się poczuć to wszystko. Na gałęzi zbiera się łza, by poznać rany, które kiedyś skrupulatnie zakryto. Samo istnienie sprawia, że czujemy się mali, ale jednak dostrzegalni. Niektóre rzeczy nie istnieją po to, aby być dokumentowane. Są takie rzeczy, które istnieją tylko po to, aby je odczuwać. Pragnę odczuwać tak dużo, jak mogę, zanim przestanę czuć cokolwiek.